piątek, 15 maja 2015

HALO, WARSZAWO! NIE JESTEŚ TAKA SUPER...

Na fanpage zapowiedziałam na dzisiaj post, na który wiele z Was od dawna czeka - niestety będzie w przyszłym tygodniu a wszystko za sprawą dyskusji, która rozwinęła się na osi czasu Magdy Motrenko z bloga wnętrzazewnętrza. Napisała:  


Nie jestem warszawianką ale postanowiłam odpowiedzieć na pytanie. Komentarz wyszedł dosyć długi więc go usunęłam, rozwinęłam i wyszedł z tego cały post. :D

Jacy są najwięksi zwolennicy mieszkania w Warszawie? Pracują w korpo, całymi dniami, stoją w korkach marnując kilka godzin swojego życia tygodniowo a jako plus wymieniają fakt, że w stolicy "się dzieje"? No ok, ale po całym tygodniu w biurze oni naprawdę nie marzą już o niczym innym jak tylko spacerki po Warszawie? Ja zdecydowanie chętniej wybieram np. wyjazd w góry do których dojadę w godzinę czy dwie. Mieszkając w stolicy musiałabym to planować jako wypad na cały weekend... Zresztą, to nie najlepsze argumenty, które zawsze słyszę od ludzi zachłyśniętych Warszawą. Hitem zdecydowanie jest, że w "mieście nad miastami" jest dostęp do wydarzeń rozrywkowych i kulturalnych. Serio?! No ludzie, błagam Was! A w mniejszych miastach to co? Wy naprawdę myślicie, że osoby mieszkające w innych miastach niż Warszawa są odseparowane od cywilizacji? Myślicie, że kina i teatry są tylko tam? I ktoś w ogóle korzysta z tych wszystkich wydarzeń regularnie? Wydarzenia organizowane "z większą pompą" w ogóle nie są dla mnie brane pod uwagę. Bo ok, np. takie pokazy mody może i odbywają się najczęściej w stolicy ale jeżeli jesteś Jessicą Mercedes to zaproszą Cię bez względu na to gdzie mieszkasz, a jeżeli jesteś jedynie mieszkańcem "miasta gwiazd" to na pokaz czy inną "imprezę dla elity" wejściówki nie ma. Kluby są o wiele lepsze w większych miastach, z tym się zgodzę, ale nie to jest czynnikiem dla którego decyduję się zamieszkać w danym miejscu.

My również mieliśmy dylemat ale ostatecznie postawiliśmy na mieszkanie w małym mieście (ok. 50 000 mieszkańców). Dlaczego? Oto moje subiektywne przemyślenia:
źródło: www.thestocks.im


Co w ogóle było bodźcem do tego aby myśleć o przeprowadzce do większego miasta? Mój mąż pracuje w firmie, w której w znacznej mierze zarabia prowizyjnie. To samo stanowisko w większym mieście oznacza więcej klientów -> większą sprzedaż -> większą prowizję. Jednak różnicy w zarobkach nie odczulibyśmy ani trochę bo zostałaby przeznaczona na opłaty za mieszkanie - różnica zarobków niewątpliwie stanowi przywileje jednak różnica w wydatkach to już minus.

Kwestia pracy na własną DG - mając firmę mobilną (a taką ja aktualnie tworzę) klientów można poszukiwać na terenie całego kraju i nie tylko (moja mama jadąc Pendolino do Warszawy wszystkie formalności jest w stanie załatwić w ciągu jednego dnia)! Z kolei koszta utrzymania biura są tutaj znacznie niższe. W cenie wynajęcia lokalu biurowego w Warszawie, u mnie mogłabym wynająć lokal, opłacić ZUS i zatrudnić jednego pracownika, któremu dzięki oszczędnościom na wcześniej wymienionych kwestiach mogłabym zaproponować więcej niż najniższa krajowa. Nic dziwnego, że coraz więcej biznesów rozkręcanych jest on-line gdyż pozwala to dotrzeć do większej grupy konsumentów.
W mniejszych miastach jest większe bezrobocie - co do tego się zgodzę. Aczkolwiek jeden fakt jest niepodważalny: posiadając nietypowe wykształcenie lub bogate doświadczenie zawodowe i będąc wartościowym pracownikiem, dobrą pracę ma się wszędzie. Kwestia zarobków również jest porównywalna - w większych miastach stawki są normą ale będąc specjalistą w danej dziedzinie i pracując w mniejszym mieście można zarobić porównywalnie bo konkurencja jest o wiele mniejsza. Gdy pracuje się w markecie to w każdym miejscu zarabia się tyle samo (okolice najniższej krajowej). Jaka jest różnica? W małym mieście mając dwie wypłaty o wartości najniższej krajowej jest możliwe aby się opłacić i bardzo skromnie, ale jednak przeżyć. W centrum Warszawy byłoby to niewykonalne (podpowiedź dla niekumatych: chodzi o porównanie życia na tym samym poziomie a nie o skrajności "przeżyjemy za najniższą krajową wynajmując pokój wielkości kartonu").

Przeprowadzać się do stolicy z powodu pracy? Tylko w przypadku gdy stanowisko faktycznie tego wymaga i nie ma możliwości aby wykonywać tę samą pracę w innym miejscu! (Wiadomo, że jak ktoś w końcu odkryje mój talent i zostanę pogodynką to nie będę codziennie wozić się pendolino! :D)

Ja ciągle o pracy a pytanie przecież było o nieruchomości! Tutaj sprawa jest prosta:

Zakładając utrzymanie aktualnych lub osiągnięcie wyższych zarobków (a do tego przecież dążę), moje plany przyszłościowe obejmują spłatę obecnego, dwupokojowego mieszkania a później zakup większego mieszkania/segmentu domu szeregowego/budowę domu wolnostojącego - kwestia do zweryfikowania w przyszłości, bo plany są uaktualniane zgodnie z tym co się dzieje w moim życiu. Najważniejsze jednak jest to, że kupując mieszkanie na kredyt w małym mieście mam realną szansę stosunkowo szybko go spłacić i myśleć o kolejnych inwestycjach. W trakcie jego spłaty mam możliwość wyjazdu do większego miasta, pracowania tam i wynajęcia mieszkania jednocześnie utrzymując to obecne. Mało tego, jeżeli okaże się, że będę zarabiać mniej niż aktualnie, nadal będę wypłacalna bo rata kredytu nie jest absurdalna. Trudno mi wyobrazić sobie odwrotną sytuację... decydując się na zakup mieszkania w Warszawie, które kosztuje tyle ile w moim mieście kupno lub budowa domu wolnostojącego (i to na wysokim poziomie) musiałabym pogodzić się z tym, że prawdopodobnie jest to pierwsza i ostatnia nieruchomość, którą zakupię. Chęć wyjazdu z zatłoczonej Warszawy do mniejszego miasta z jednoczesnym utrzymaniem obu mieszkań również byłaby niemożliwa. Nie wspomnę już nawet o tym, co by było gdyby obniżyła się moja zdolność finansowa.

Nie rozumiem, dlaczego najwyższe ceny są właśnie w stolicy. Sama wybrałabym np. Trójmiasto gdzie rekompensatą za drogie nieruchomości byłaby niewielka odległość od morza i możliwość zresetowania się podczas joggingu na plaży. Zdecydowanie pomyślałabym również o Poznaniu - miasto jest cudowne i ma swój urok, którego nie potrafię opisać. Tętni życiem ale ma w sobie coś takiego, co sprawia, że czuję się tam wypoczęta. Wrocław również rozwija się coraz bardziej, nie tracąc przy tym swojego klimatu. No i Kraków. Kraków też ma "to coś", dzięki czemu czuję się jak w domu. I nigdy się tam nie gubię, co z reguły jest moją specjalnością! Za to n
ie jestem w stanie odpowiedzieć na zadane przez autorkę postu pytanie co takiego ma w sobie Warszawa, że ceny nieruchomości są tam najwyższe bo nie potrafię zmusić się do wymyślenia choćby jednego, sensownego argumentu wskazującego na wyższość Warszawy nad innymi miastami. Żeby nie było - Warszawę też lubię ale uważam, że jest wiele innych, lepszych miejsc w których można by zamieszkać.

Ogólnie lubię duże miasta. Może nawet kiedyś w którymś zamieszkam - w końcu nie wzięłam kredytu na mieszkanie w Warszawie... :)

6 komentarzy :

  1. Święte słowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Warszawa jest stolicą. To wystarczy. Niemal w każdym kraju to właśnie w stolicy są najdroższe mieszkania, najbardziej prestiżowe imprezy, największe siedziby dużych firm itd. Podobno na zachodzie powoli już odchodzi się od tego skupiania się na stolicach, ale u nas obawiam się, że do tego jeszcze daleka droga. Firmy zaczynają się przenosić na obrzeża, ale nadal są to obrzeża Warszawy zwykle ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do stolicy i firm - to jest uzasadnione. Tylko właśnie z tego powodu to lokale komercyjne mogą mieć wywindowane ceny ale nie powinno to się przekładać na lokale mieszkalne. Chyba nikt nie wybiera mieszkania w Warszawie tylko dlatego, że jest stolicą...

      Rozumiem fakt, że w stolicach z reguły jest najdrożej ale nie rozumiem skąd aż tak ogromna różnica. Nie porównuję cen w Warszawie do cen w moim małym mieście ale do cen w Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu - to przecież także ogromne miasta z ogromnym potencjałem, w których powstają duże, dobrze prosperujące firmy.

      Pozdrawiam i dziękuję za pozostawienie opinii! :)

      Usuń
    2. Właśnie przez te firmy czy uczelnie Warszawa przyciąga ludzi, ale nie wiem czemu te ceny nie mogą być na bardziej sensownym poziomie. Mimo całej mojej miłości do Warszawy (podejrzewam, że gdybym się wyprowadziła od rodziców do innego miasta kochałabym je tak samo :P), absolutnie nie rozumiem tego cenowego szaleństwa. Nawet w sieciówkach, w których z założenia są takie same ceny, bywa, że w Wawie niektórze rzeczy są droższe niż w tym samym sklepie w 50-tysięcznym mieście. To bez sensu.

      Usuń
    3. Ah, co za świat. :)

      Usuń