środa, 29 kwietnia 2015

CO ROBIĆ Z UPIERDLIWYMI SĄSIADAMI?

Być może doskonale wiesz co znaczy "upierdliwy sąsiad". Jeżeli tak - łączę się w bólu, jeżeli nie- zazdroszczę. Osoby mieszkające w blokach są zdecydowanie częściej na nich narażone niż właściciele domów. Z moich obserwacji wynika, że zaszczytny tytuł "upierdliwego sąsiada" przypada zazwyczaj "miłym, starszym panom", którzy poczuwają się do obowiązku dbania o nieruchomość w której mieszkają i dopilnowania, aby wszyscy przestrzegali wyznaczonych "zasad".


http://www.pexels.com/

Pierwszy "upierdliwy sąsiad" trafił nam się w kamienicy, którą wynajmowaliśmy. Znajdowało się w niej zaledwie 6 mieszkań a jako że była to wspólnota mieszkaniowa i sąsiad ten faktycznie był jej dozorcą, było to choć troszkę zrozumiałe. Zresztą jego "upierdliwość" polegała jedynie na wypytywaniu kto i kiedy kręcił się wokół kamienicy - można powiedzieć, że był to typ "darmowy monitoring". 

Kolejne mieszkanie wynajmowaliśmy w innym mieście i zupełnie inaczej niż poprzednio - postawiliśmy na mieszkanie w wieżowcu. Mieszkanie tam było czystą przyjemnością. Nie było tam ŻADNEGO "upierdliwego sąsiada" a muszę przyznać, że w trakcie naszego krótkiego (ośmiomiesięcznego) mieszkania tam trafiło się zdecydowanie sporo sytuacji, w których moglibyśmy być dosyć hałaśliwi: przeprowadzka odbywała się po nocach - jeździliśmy windą tam i z powrotem i przenosiliśmy dosyć ciężkie rzeczy. Wypakowywanie ich połączone z użytkowaniem pralki z częstotliwością profesjonalnej pralni również odbywała się po nocach. Podobnie jak wyprowadzka. Dodając do tego wieczory spędzone ze znajomymi, podczas których także nie panowała idealna cisza, zastanawiam się, jak to możliwe że nie pojawił się NIKT komu by to przeszkadzało? Śmiało mogę stwierdzić, że byli tam idealni sąsiedzi.


Mieszkanie zakupiliśmy na innym osiedlu. Skuszona wizją mieszkania w wieżowcu, gdzie czułam się anonimowo, tutaj również byłam zadowolona z wyboru sąsiedztwa. Do czasu. Już podczas remontu okazało się, że sami nie damy rady zdziałać zbyt wiele bo "cisza nocna od remontów" rozpoczyna się o godzinie 19:00 a o tej porze zazwyczaj wracaliśmy do domu. Wynajęliśmy więc firmę remontową, która pomimo stosowania się do wyznaczonych godzin, dwukrotnie miała przyjemność gościć naszego miłego sąsiada gdyż odważyli się kwadrans po dziewiętnastej wywiercić dodatkowe dwie dziury lub przybić próg w drzwiach. Wtedy znałam naszego "upierdliwego sąsiada" jedynie z opowieści. Finał sprawy jest taki, że mieszkamy tu niespełna trzy miesiące a już zaliczyliśmy wizytę policji gdy po pracy przybiłam trzy gwoździe (na ścianie, która sąsiadowała z naszą sypialnią) w celu powieszenia grafik - nie muszę chyba opisywać reakcji policjantów gdy okazało się, że zgłoszony "bardzo głośny remont" okazał się być spowodowany gwoździem i młotkiem? :) Szczytem upierdliwości była jednak wizyta sąsiada, który przyszedł zwrócić mi uwagę, że... nie powinnam się głośno śmiać po godzinie 22:00 bo wtedy jest cisza nocna i on z tego powodu nie może spać! Poinformowałam sąsiada, że to gruba przesada i to moje mieszkanie, w którym mam prawo śmiać się o każdej porze dnia i nocy. Uświadomiłam go także, że takie są realia mieszkania w bloku i ja także słyszę sąsiadów ale nie robię z tego problemu.


I tutaj właśnie pojawia się zasadnicze pytania: co robić z upierdliwymi sąsiadami?

Odpowiedź jest tylko jedna: NIC!

Jeżeli tylko faktycznie nie robisz niczego, co mogłoby być uciążliwe dla otoczenia i nie urządzasz regularnych spotkań ze znajomymi podczas których decybele Waszych rozmów można porównać do koncertu - nie masz absolutnie żadnego obowiązku aby żyć wg zasad ustalanych przez Twoich sąsiadów. :)

4 komentarze :

  1. Nigdy nie miałam do czynienia z upierdliwymi sąsiadami. Człowiek szuka chyba problemu...
    Wynajmując mieszkanie też przyznać muszę, że czasami po weekendzie zastanawiałam się, czy nie znajdę kartki w drzwiach :) No cóż... młodość rządzi się swoimi prawami. Ale przyznać muszę, że naprawdę mieszkania były świetnie wyciszone - skoro ja nic nie słyszałam - być może nie słyszano mnie? /mam nadzieję!/

    Obecnie mieszkam na wsi, i na wsi mieszkać będę - tutaj jest zupełnie inaczej. Sąsiadów będę miała tylko naprzeciwko (dość daleko bo odsunięci jesteśmy porządnie od krawędzi jezdni). i z prawej strony.. Oby nigdy nie było konfliktów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego Ci życzę! Dobrze, że wśród tych oszołomów zdarzają się również tacy, którzy są naprawdę w porządku. ;)

      Usuń
  2. Ja miałam dwie sytuacje - u nas niestety, pomimo, że mieszkamy w kamienicy, słychać każde kaszlnięcie.
    Pierwsza, niezbyt miła, kiedy odwiedziła mnie moja mama. Śmiałyśmy się, jak to babki, dość głośno. No i przyszła sąsiadka, która stwierdziła, ze jest za 10 dziesiąta, i że za chwilę będzie cisza nocna. Mocno się zdziwiłam :/
    Drugiego razu natomiast, podczas porannego sprzątania włączyliśmy sobie muzykę - nie jakieś techno, ani hard rock, żeby była jasność. Za chwilę pukanie do drzwi. Sąsiadka przyszła zapytać, czy moglibyśmy ściszyć, bo jej mama jest chora, w nocy była karetka i chciałaby odpocząć. Oczywiście przykręciliśmy muzykę, bo przecież to żaden problem. Za jakieś dwie godziny znów usłyszeliśmy pukanie. To była ta sama sąsiadka, przynosząca nam bombonierkę - w podziękowaniu za to, że posłuchaliśmy jej prośby :) To było bardzo miłe, bo w zasadzie nie musieliśmy ściszać - była 11 rano. Od tamtego czasu nie miałam styczności z tymi sąsiadami. Ani my nie organizujemy głośnych imprez, ani oni nie czepiają się naszych śmiechów wieczorem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druga sytuacja chociaż troszeczkę usprawiedliwiona ale zarzuty o głośne śmianie się są dla mnie absurdalne...

      To nie jest tak, że ja jestem uciążliwą sąsiadką i mam pretensje o reakcję ludzi - mieszkając w kamienicy przez tydzień leżałam chora a moja sąsiadka za ścianą codziennie o tej samej porze "grała" na fortepianie. Grała to bardzo duże określenie bo polegało to na wygrywaniu gamy w te i we wte przez 2 godziny. Owszem, przeszkadzało mi to ale nawet nie pomyślałam żeby w trakcie dnia iść ją prosić o ciszę bo JA jestem chora. A co to kogo obchodzi? ;)

      Usuń