niedziela, 8 lutego 2015

SUKCESY MAŁE I DUŻE

Przeglądając blogi natknęłam się na akcję prowadzoną przez Kasię z http://posukcesnaszpilkach.pl. Akcja nosi nazwę "Mój Największy Sukces" i ma na celu zmobilizowanie jak największej liczby osób do tego, aby podzieliły się swoimi sukcesami (bez względu na to jakimi - dla każdego sukcesem będzie coś innego). Więcej informacji na temat tego przedsięwzięcia znajdziesz na blogu Kasi.



Dlaczego postanowiłam wziąć udział?

Ponieważ stwierdziłam, że mój blog jest dosyć mało "osobisty". Ten, kto odwiedził zakładkę "o mnie" dowiedział się jak mam na imię. Tyle. Zapewne teraz uświadamiasz sobie, że wchodzisz tu od jakiegoś czasu, ale tak naprawdę zupełnie nic o mnie nie wiesz. Nie wiesz jak wyglądam, nie wiesz czym się zajmuję. Od jakiegoś czasu zabieram się do opublikowania na blogu mojego zdjęcia. Do modelek nie należę więc nie przychodzi mi to łatwo i ostatecznie minęło sporo czasu odkąd zaczęłam tutaj pisać, a zdjęcia jak nie było tak nie ma (profil na instagramie również nadal świeci pustkami). Dlatego sam fakt tego, że postanowiłam tutaj opisać swoje sukcesy już jest sukcesem samym w sobie, gdyż choć troszeczkę się uzewnętrznię. Nie wstawię tutaj swoich zdjęć portretowych (na to jeszcze przyjdzie pora ;)), ale podzielę się z Wami dwoma moimi sukcesami, które jednocześnie były jednymi z najważniejszych chwil w moim życiu.

Jednym z nich, niewątpliwie był zakup mieszkania. Żyjąc w społeczeństwie, w którym otacza nas sporo malkontentów i wysłuchując jak to u nas w Polsce jest ciężko i jakie to niemożliwe, aby w moim wieku zakupić własne "M" - zakup mieszkania stał się moim celem, który zrealizowałam. Nie będę w tym miejscu  opisywać szczegółów bo w tym celu prowadzę tego bloga. Chcę inspirować jak najwięcej osób do tego, aby pomimo "kryzysu" dążyły do posiadania własnego miejsca na ziemi. To przecież ogromny sukces!


Moim największym życiowym sukcesem był dzień, w którym powiedziałam "tak". Tutaj komentarz nie jest potrzebny. :)



fot.: Bartłomiej Sasuła

fot.: Bartłomiej Sasuła

Zastanawiasz się co to za sukcesy? Przecież to normalne, że ludzie kupują domy lub mieszkania, a każdego dnia gdzieś na świecie ktoś bierze ślub. Zgoda, ale moim sukcesem jest fakt, że udało się to wszystko pogodzić czasowo. 

Praca, praca dorywcza a do tego studia w trybie stacjonarnym. Samo prowadzenie domu zajmuje wiele czasu. Na studiach dwa dyplomy do przygotowania, z czego jeden artystyczny więc jest bardzo czasochłonny. Godziny pracy zupełnie niekorzystne, doliczając czas dojazdu i powrotu okazuje się, że z dnia niewiele już pozostaje. W takiej sytuacji ciężko znaleźć odpowiednią ilość czasu na przygotowanie super obiadu, a po nim zajęcie się rozwijaniem własnego hobby. Ba, wieczór spędzony z książką daje poczucie wolności i świetnego zagospodarowania czasem.

Nie wiem czy to kwestia tego, że jestem realistką a romantyzmu na próżno we mnie szukać, czy też właśnie życie w ciągłym biegu, ale totalnie nie mogę zrozumieć kobiet szalejących na punkcie własnego ślubu. Tygodnie spędzone na wyborze zaproszeń i godziny spędzone na wyborze czcionki na winietki - serio to aż takie ważne? I czy wybór koloru przewodniego wesela naprawdę wymaga tyle zachodu? Mimo wszystko, chcąc nie chcąc trzeba wszystko zorganizować, co wprowadza sporo zamieszania do życia codziennego.

Dla mnie cudowny czas przygotowań do ślubu, a zaraz po nim wyboru, kupna i remontu mieszkania wcale nie był taki różowy. Niestety, dla osób, których grafik jest napięty jak gumka w spodniach noszonych kilka kilogramów temu, jest to jednoznaczne z rezygnacją z wielu rzeczy. Częste spotkania ze znajomymi? Zapomnij! - gdy Twoja paczka idzie na piwo, Ty przygotowujesz zdjęcia dla florystki, przeszukujesz internet w celu znalezienia butów idealnych (przecież nie ma czasu na to, aby bezsensownie biegać bo galeriach, jeżeli nie ma pewności, że cokolwiek tam znajdziesz) albo pędzisz głodny na kurs, bo nie chcesz w trakcie pierwszego tańca gibać się na parkiecie niczym pingwiny z Madagaskaru. Gdy wszyscy wokół mówią, jak to zazdroszczą Ci mieszkania i remontu, Ty wojujesz z firmą budowlaną, aby przyspieszyć cały proces, a noce poświęcasz na zakupy w budowlanych sklepach internetowych. Nie myśl, że się użalam - po prostu taka jest rzeczywistość. 

W efekcie tego wszystkiego, w ciągu ostatnich kilku miesięcy, spaliśmy średnio po 2-3 h dziennie a jeden wolny dzień w tygodniu stawał się tym najbardziej wyczekiwanym, bo przesypianie 8 godzin stawało się realne. Do tego doszły problemy zdrowotne - w końcu ileż można biegać nie mając czasu na regenerację? Przestaliśmy chodzić na siłownię (niestety żadna nie jest otwarta w nocy :D), zawiesiłam swoje kursy fotografii, a na uczelni postanowiłam przełożyć cały semestr bo podejście do sesji było niemożliwe. 

Ale wiesz co? Nie ma rzeczy niemożliwych! Stwierdziłam, że skoro już tyle miesięcy się nie wysypiałam, to powalczę jeszcze przez miesiąc. Ostatecznie podeszłam do sesji i zdałam wszystko w pierwszym terminie. Dokończyliśmy każde z rozpoczętych przedsięwzięć. Wszystkie nasze trudy zostały wynagrodzone i teraz wraz z ukochanym mężem mogę cieszyć się wieczorami spędzanymi w gronie znajomych w naszym cudownym mieszkanku (oj tak, spotkań z przyjaciółmi brakowało najbardziej!). 

Jak już podkreślałam, sporym sukcesem był fakt, że udało mi się zrealizować dwa ważne cele życiowe, nie "zawalając" przy tym żadnej innej kwestii. Dlatego... działaj! Nie słuchaj dobrych rad, mówiących, że być może z pewnymi rzeczami warto poczekać aż przyjdzie "lepszy czas". Lepszego czasu nigdy nie będzie! Zawsze znajdzie się coś, co będzie stanowiło przeszkodę. Bez względu na to, jakie cele sobie wyznaczasz, pamiętaj o jednym:

NAJLEPSZY CZAS, ABY ZACZĄĆ DZIAŁAĆ JEST WŁAŚNIE TERAZ!

15 komentarzy :

  1. To prawda :) Nigdy nie ma dobrego czasu, zawsze jest coś do zrobienia! My wzięliśmy ślub zaraz po mojej maturze, wynajmowaliśmy mieszkanie, więc obyło się bez remontu, potem studia, a niedługo potem pojawił się Marcin :) Więc może bez remontu, ale studia+praca+dziecko to też ciekawa mieszanka ;) I sporo osób mówi, że też chcieliby mieć dziecko, ale teraz nie, bo studia, teraz nie, bo praca... no i może oni nie, ale ja za kilka lat również mam zamiar pracować, może nawet więcej niż teraz, więc to na pewno nie będzie lepszy czas na odchowanie maluszków :)

    I też się zawsze dziwię, ile uwagi ludzie poświęcają na zorganizowanie ślubu. Niestety obserwacje mam takie, że im bardziej wypasiony ślub, tym krócej potem trwa małżeństwo. Lepiej skupić się w tym dniu na sobie niż na pilnowaniu efektów specjalnych dla większego efektu WOW wśród gości. Fajnie też część spraw zrzucić na barki innych - bo to, jaka będzie muzyka i jakie czytanie naprawdę nie ma większego znaczenia, i tak będzie miło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestię ślubu podsumowałaś idealnie - myślę dokładnie tak samo. ;)

      Mieszanka studia + praca + dziecko jest jeszcze bardziej wybuchowa niż moja! :D

      U mnie sprawa z maluszkami ma się dokładnie tak jak piszesz - teraz nie bo muszę skończyć studia, po studiach nie bo chciałabym otworzyć własny biznes i być zupełnie "na swoim", gdy już to osiągnę przydałby się jakiś okres na odłożenie większej gotówki, bo przy dzieciach jest to pewnie o wiele cięższe, no a później chciałoby się mieć jakiś rok na wypoczynek i spokojne życie. Gdy tak to podsumuję, wynika z tego, że bliżej będzie mi do babci niż do mamusi. ;)

      Usuń
  2. Przepiękne.... podsumowanie spełnienia swojego marzenia :)

    www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnie miesiące faktycznie pełne były pięknych chwil.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Zgadzam sie! Gdy ja charowalam na pelny etat w resturacji, inni studenci siedzielie barze pili piwo. Zaciskalam zeby i po pracy lecialam robic projekty.
    Wczesniej gdy inni ''poszli na studia'' bo Kasia,Zosia czy inna Gocha tez poszly ja jezdzilam po Europie uczylam sie ''zycia.

    Dzieki temu skonczylam studia z najwyzsza ocena w mojej grupie na studiach tzw First Class Degree w Angli, dostalam Dean's Award (nagrode dziekana) , nominowana zostalam do Creative Focus Award , finalistka konkursu na lazienke, polecialam do Chin jako ambasadorka , wystapilam w BBC1 Radio na chwilke ;) i takie tam inne jeszcze ;))

    Oplacilo sie :D (skromnie mowiac ) :) a to, to ,ze nie robilam to co inni, zaciskalam zeby pracowalam ile sie dalo! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak u mnie! :) Od początku trzeba walczyć o swoją przyszłość. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym przebalować okres studencki i w wieku 25 lat obudzić się ze świadomością, że w zasadzie oprócz ukończonych studiów nic więcej nie mam, a i one nie są gwarancją poprawy bytu.

      Nie myślałaś nad tym, aby wziąć udział w akcji Kasi i opisać swoje sukcesy na blogu? Zapowiada się ciekawie! :)

      Usuń
    2. Również namawiam do wzięcia udziału w projekcie :)

      Usuń
    3. Oh dziekuje dziewczyny :)) moze cos skrobne nie wiem niby lubie sie chwalic ale jakos chyba nie mam odwagi by tak u siebie ;p Powodzenia moze akurat obie sie uda, Kasia ma fajny pomysl naprawde!

      Usuń
    4. To nie jest żadne chwalenie, po prostu podziel się ze światem Twoimi sukcesami i zmotywuj przez to innych do działania! ;)

      Usuń
    5. Dokładnie, nie ma w tym nic złego! Trzeba mówić o swoich sukcesach, ludzie często o tym zapominają. Cieszę się, że pomysł Ci się spodobał i tak jak mówi Jola - może swoją historią zmotywujesz kogoś do działania :)

      Usuń
  4. Ciekawa historia, cieszę się, że zdecydowałaś się ją opisać :) To bardzo cenne, że potrafisz angażować się w kilka projektów jednocześnie i ze wszystkich się wywiązywać. Tak jak piszesz nie ma rzeczy niemożliwych, ogranicza nas jedynie ciągłe czekanie na właściwy moment. Serdecznie dziękuję za udział w akcji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja za jej zorganizowanie. Dzięki temu trafiłam na blogi kilku wartościowych osób. ;)

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę, taki był cel :)

      Usuń
  5. Fajnie że Ci się udało. Miło czytać tego typu historie, zakończone osiągnięciem wymarzonego celu :) Zakup własnego "M" obecnie nie króluje na mojej liście priorytetów, mam kilka innych rzeczy na jej czele, jednak tak czy inaczej - cudze sukcesy zawsze działają inspirująco :)
    _____________
    Natalia, http://www.pieceofsimplicity.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, cudze sukcesy (bez względu na to jakie) zawsze motywują do działania. Przecież skoro ktoś coś osiągnął to i ja mogę! ;)

      Pozdrawiam

      Usuń